Działo się to w czasach baśniowych, kiedy Kraków nie był jeszcze stolicą ani nawet miastem, a na jego miejscu, tuż nad samą Wisłą, wznosił się tylko niewielki, lecz warowny gródek. Władał nim kneź Krak, sławny i prawy woj, od którego imienia miejsce przyjęło swą nazwę.
Szczęśliwie się żyło kneziowi i drużynie. Bory wokół gródka dostarczały zwierza, rzeka ryb świeżych, zaś łany uprawne, w krąg wydarte puszczy — prosa i żyta na placki i bułki.
Pięknym młodzieńcem był włodarz Krakowa, i liczko niejedno płoniło się przy nim, i niejedne oczy zerkały ku kneziowi. Lecz cóż, Krak wolał łowy, gonitwy, zabawy!
— Nie starym jeszcze — zbywał dziewosłębów — gdy wiek mój nastanie, przy kominie siędę. Czas będzie wtedy na żonę i dziatki.